abstynent blog

Twój nowy blog

miesiąc temu rozpoczął się nowy sezon darterski. po wywalczeniu drugiego miejsca w lidze, awansie o klasę wyżej oraz zajęciu drugiego miejsca na Mistrzostwach, zdawaliśmy sobie sprawę, że nikt nas już nie będzie lekceważył…  postanowiliśmy ustalić strategię i plan na nowy sezon. rozmowy jednak zostały błyskawicznie zakończone, gdyż dwóch podstawowych graczy oznajmiło, że odchodzą do zespołu, który zajął trzecie miejsce i powinien zostać w niższej klasie, jednak przez rozpad jednej z druzyn, zespół ten otrzymał awans „kuchennymi drzwiami”… w tym momencie nasz udział stanął pod znakiem zapytania, gdyż zostało nas w drużynie trzech (mecz gra się we czterech plus dwóch rezerwowych), a niezrzeszonych dobrych zawodników zostało niewielu… na inaugurację udało się nabyć jednego zawodnika, który miał grać w innym zespole, ale udało mi się go zainteresować grą u nas i tym sposobem nie wypadliśmy z gry jeszcze przed startem. przed pierwszym meczem pozyskałem jeszcze jednego gracza i przystąpiliśmy do rywalizacji…

dwa tygodnie temu Gdańsk zrobił to, co sześć tygodni temu miała zrobić Wawa… w stolicy to podobno norma, no ale… a w Gdańsku… rozcięli na długości 12cm od sutka aż po łopatkę… ale operacja się udała. trwała ponad pięć godzin… tętnica płucna jest już zwężona… teraz jeśli wszystko pójdzie ok, to za jakieś pół roku będą mogli moją córcię wypatroszyć i zając się wreszcie operowaniem serduszka… rozkroją, podłączą sztuczne płuco-serce, zatrzymają serduszko, wyciągną i zaczną naprawiać błędy matki natury… choć operacja się już dawno temu skończyła to strach pozostał i będzie ze mną, aż do następnego etapu…

po Wicemistrzostwie Ligii przyszedł czas na zmierzenie się w Drużynowych Mistrzostwach Polski… po udanym początku i bardzo dobrej grze, weszliśmy do finału, gdzie spotkaliśmy się z najlepszą drużyną naszej ligii. i tu do wygrania zabrakło nam jednej lotki. prowadziliśmy 3:1 w meczu i po 1:0 w dwóch ostatnich pojedynkach. w jednym pojedynku wystarczyło rzucić 20 punktów, by zdobyć pierwsze miejsce, jednak się nie udało. zabrakło trochę precyzji i lotka wylądowała w polu „potrójnej dwudziestki”… następnie przeciwnicy pokończyli swoje pojedynki, doprowadzili do remisu i w decydującym pojedynku także okazali się lepsi i wygrali cały mecz 4:3… jednak tak jak zapowiadali inni… byliśmy „czarnym koniem” mistrzostw.

nikt nie sądził, że uda nam się zakończyć sezon na tak wysokim miejscu… stawiali nas raczej na czwartym, co było również moim założeniem, biorąc pod uwagę nasz pierwszy sezon i zespół sklecony z osób dotąd nie grających w darta na turniejach… a jednak udało się. co prawda w większości to zasługa chłopaków, gdyż mój poziom obniżył się a było to spowodowane sprawami prywatnymi… ale jest i tego nikt nam nie odbierze. oprócz awansu o klasę wyżej czekają nas w dniach 3-5 kwietnia Drużynowe Mistrzostwa Polski… i tu już większość osób jest zgodna, że możemy być „czarnym koniem” i możemy nieźle namieszać…

dwa tygodnie temu złamałem sobie rękę w nadgarstku… niby nic poważnego… dzis byłem na kontroli… kość uległa przesunięciu i by nie dopuścić do zniekształcenia dłoni i by nie pogorszyć władzy w dłoni będzie trzeba wykonać operację nadgarstka… pokroją, wmontują druty usztywniające kość i zaszyją… i to wszystko już pojutrze… ciekawie

przedwczoraj odbyły się dwa turnieje, z których cała pula wpisowego zostanie przekazana dla mojej córeczki. sam pomysł wywołał łzy w oczach… wykonano plakaty ze zdjęciem maleństwa i rozwieszono w lokalach. na turnieje do dwóch lokali przyszła ponad setka osób… ufundowane zostały nawet upominki w postaci kosmetyków dla dzieci, dwa pluszowe tygrysy syberyjskie, dla mnie na pamiątkę kubek ze zdjęciem córeczki z podpisami chłopaków z zaprzyjaźnionej drużyny oraz pidżamka w gwiazdki podpisana imieniem i nazwiskiem córeczki… zebrano w sumie z wpisowego i z darów od serca ponad trzy tysiące zł. zwycięzcy zamiast pucharów otrzymali dyplomy ze zdjęciem w tle… a mi było bardzo miło…

dziś wyruszamy z małą do Stolicy… do Centrum Zdrowia Dziecka… wyjazd jest jak podróż w nieznane… co będzie? co powie lekarz? tysiące pytań… żadnych odpowiedzi… tylko wątpliwości i niepewność. i czekanie na koniec… ten pozytywny koniec… gdy już będzie po wszystkim… i gdy znowu w komplecie będziemy w domu… aż łzy się cisną do oczu…

dzieci to inny gatunek? miewają inne choroby? no w pewnej mierze na pewno… ale tak samo mogą mieć problemy z sercem czy innego typu dolegliwości jak u dorosłych… ów taki specjalista stwierdził, że „mała” ma ubytek w przegrodzie międzykomorowej i zapisał kurację farmakologiczną. i byłoby pewnie tak aż do końca, gdyby nie specjaliści od kardiologii i kardiochirurgii. okazało się, że serduszko „małej” prawie wcale nie ma przegrody, do tego ma ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej, niedomykalność zastawki trójdzielnej II-go stopnia oraz niedomykalność zastawki mitralnej II-go stopnia.. tak jakby posiadała serce jednokomorowe i lekarstwa nic tu nie pomogą… co gorsza taki organizm długo sam nie popracuje, gdyż poprzez mieszanie się krwi w różne strony, „mała” ma nadciśnienie płucne oraz niewydolność krążenia. a to malutkie serduszko pracuje jakby było „wsadzone” do osoby ważącej dziesięć razy więcej… teraz tylko czekamy… na telefon, że zwolniło się miejsce i można operować…

po ostatnich nieudanych meczach (mowa o lotkach), ten musieliśmy wygrać. nie zaczął się po myśli. do ostatniego pojedynku nie mogliśmy być spokojni. lider zespołu bez formy, do tego nie trafione ustawienie w meczu. przed ostatnim pojedynkiem widniał remis 14:14. tak się złożyło, że w szranki stanęli najlepsi zawodnicy obu ekip. myślę sobie: „musi ugrać dwa punkty”. i rozpoczęli… pierwszy punkt zdobyli goście. dwa ostatnie punkty musimy zdobyć my. no i znów zaczęli… szli łeb w łeb do samego końca. przeciwnik nie skończył. do tarczy podszedł nasz „as”. na tarczy widnieje „57″. myślę: „spokojnie na trzy” i rzuca… 19… potem pudło!!! szok… w głowie myśl „po meczu!!!” i została ostatnia lotka… a na tarczy 38… skupienie i JEST!!! trafia. przed ostatnią partią wciąż remis 15:15. wrzask niesamowity bo jeszcze nie koniec. i rozpoczęli… jak zwykle łeb w łeb. i znowu przy końcówce. i znowu 57 na tarczy. przymierza i JEST!!! pierwsza lotka w „potrójne 19″… wygraliśmy!!! ależ co to był za mecz…

ostatnio w pubie odbyła się impreza w okazji dziesięciolecia lokalu… tzn. lokal istnieje dłużej, ale tyle lat ma go obecny właściciel… imprezka była pierwsza klasa… przy okazji przybyli ludzie, których od dawna nie ma już na miejscu, ale którzy tworzyli specyficzny klimat, gdzie wszyscy czuli się jak jedna wielka rodzina… przy okazji właściciel powywieszał na ścianach fotki z różnych imprez, tworząc niejako przegląd minionej dekady… był oczywiście tort i cała masa alkoholu… imprezka trwała do samego rana…


  • RSS