mam ostatnio ciężki okres w życiu.  porównałbym go do ryby, którą kilka minut temu wyciągnięto z wody… która łapie ostatnie wdechy powietrza… mimo iż nie uważam się za osobę wierzącą, to po głowie chodzi mi cytat w filmu, który oglądałem wiele lat temu. film nosił tytuł dramat w Andach i opierał się na prawdziwych wydarzeniach. w pewnym momencie jeden z ocalałych, mocno ranny w katastrofie, mówi do innych… „jestem tak blisko Boga”… tak się właśnie czuję… i najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem, czego mi brakuję…