nie ma tu już tylu wpisów co kiedyś, bo i czasy są inne i ludzie się zmienili… (nawiązując do komentarza do ostatniej notki)… przede wszytkim to świat i ludzie w nim żyjący zeszli na psy. ale czy to ważne…

minęło już ponad 3 miesiące od rozwodu, który zafundowała mi … ona. jakby tego było mało, pani adwokat, na którą wydałem ostatnie dwa tysiące, w dniu rozprawy, zmieniła front działania, i zamiast walczyć ze mną o córkę, zaproponowała mi ugodę, gdyż jak stwierdziła, będzie to dużo szybsze i szybciej zobaczę córkę. chcąc się widzieć z córką, przystałem na propozycję… i co za to otrzymałem… poza rachunkiem od prawniczki, nie mam kur…a nic. mimo wyroku sądu, który nakazał byłej, w każdą drugą sobotę miesiąca przywieźć mi córkę, gdyż ta wyprowadziła się z córką na samo południe Polski, oczywiście córki nie widziałem. i  w tym roku już nie zobaczę, gdyż wiem, że jutro… tzn. już dziś, również mi jej nie przywiezie. i jak tak dalej pójdzie, to za kilka miesięcy córki mieć już nie będę, gdyż słyszę podczas rozmowy telefonicznej z nią, jak zmienił się jej stosunek werbalny do mnie na przestrzeni tych kilku miesięcy… a ostatni raz widziałem ją w Dzień Dziecka… wtedy jeszcze na mój widok reagowała ogromną radością, krzycząc dookoła „mój tata przyjechał, mój tatuś kochany”… a teraz? kiedy dzwonię by porozmawiać z moją żabcią przez telefon, to słyszę tylko „cześć”… jakież spustoszenie muszą robić mojej córce te wszystkie baby, z którymi przebywa… czyli matka, babcia i prababcia… a ja się pytam… w imię czyjego dobra tak postępują? mam tylko nadzieję, że kiedyś córka zrozumie, kto jej tak wielką krzywdę wyrządził… dziecko, które jeszcze pół roku temu przewyższało inteligencją swoich rówieśników, zachowuje się teraz jak zacofane… i cały czas faszerowane jest najróżniejszymi lekami…

nasuwa mi się tylko jedno pytanie… jeśli płacimy za grzechy, to kur…a za czyje grzechy ja w tej chwili płacę? bo nie uważam, bym miał ich aż tyle… wiem, że czasem źle postąpiłem, ale ile kłód w życiu człowiek może przeskoczyć… jeśli z wcześniejszą partnerką, nie wszytko było ok (pozdrawiam przy okazji, bo wiem, że czytasz, i szczerze żałuję, że wtedy nie byłem taki mądry), to chyba nie zasłużyłem na aż tak wiele…

nawet nie wiem, co jeszcze mogę napisać… brakuje mi starych dobrych czasów, które z perspektywy naprawdę mogę ocenić, że były dobre… może jakoś uda mi się to przetrwać… a tak poza tym, to cały czas marzy mi się Norwegia… tym bardziej, że nic mnie tu już nie trzyma… poza wspomnieniami.