trzy miesiące temu pewna dziewczynka poprosiła moją żonę, by ta potrzymała i przypilnowała jej pieska. żona oczywiście się zgodziła. jak się później okazało, celem dziewczynki było pozbycie się psa… próbowaliśmy odnaleźć właściciela, porozklejaliśmy plakaty i ogłoszenia. nikt się oczywiście nie odezwał. długo myśleliśmy co zrobić… oddać do schroniska? przecież dziewięc lat temu zabrałem jednego psa z tamtąd a teram mam iść ioddać innego? koniec końców postanowiliśmy zatrzymać. śliczna młoda suczka, bardzo żywa i wesoła. do tego uwielbia się bawić z córcią… tylko teraz moja psia ferajna to aż trzy sztuki. jeden duży samiec (ten ze schroniska) i teraz dwie suki… i tylko szkoda, że ludzie się tacy bezduszni zrobili.