po niedługim czasie dowiedziałem się. robiłem wszystko co można, by słońce wróciło… przez dwa tygodnie starałem się. byłem już prawie na mecie… na ostatniej prostej… i zachowałem się jak Gołota… przegrałem wygraną walkę na własne życzenie… mając milion rzeczy, które mogły to przywrócić, zrobiłem tę jedyną, po którym już nigdy nie wróci… to z bezradności… nawet potem miałem jeszcze cień szansy… oczywiście wyszło na odwrót niż chciałem… w tydzień z „miłości” przeszła do „nienawiści”… choć dalej wierzę, że dam radę to pokonać.