abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

nic mi nie poprawia humoru jak widok „wtulonego” naokoło latarni samochodu :) wiem, wiem. nie powinienem cieszyć się z nieszczęść innych. no tak w głębi duszy to naprawdę mi szkoda… taj latarni :P a tak na poważnie… jak można przypieprzyć w biały dzień, na prostej drodze, w wielką, stojącą na poboczu, latarnię…? odpowiedź: trzeba być „blondynką” i w ciągu trzech miesięcy „rozkwasić” drugi firmowy samochód :) ciekaw czy w tej samej firmie :) no ale to już nie moje zmartwienie…

siedzę przed TV. oglądam polskie MTV lub VIVĘ… bez różnicy. koleś z mikrofonem zaczepia ludzi pytaniem: „czy pary heterosexualne powinny wychowywać dzieci?”… w tym momencie wyszła niewiedza naszego narodu… padały odpowiedzi: „w żadnym wypadku!”, „to skandal!”, „z tego potem wychodzi jakaś mała lesba albo pedał!”, „może jedynie w Holandii, bo tam pedały mogą więcej”… i to mówili Polacy w wieku od 20 do 70 lat. aż mi się głupio zrobiło jacy jesteśmy prymitywni… przynajmniej ci, którzy w tym wystąpili… ani jedna osoba nie odpowiedziała dobrze… :( wiedza i zasób słów jest bardzo ograniczony…

ostatnio jasnym się stało czemu, mimo remontu samochodu, który przeprowadziłem przed wyjazdem do Niemiec, cały czas się coś psuło, kiedy szwagier przyprowadził auto. dzięki jego zasługom sprawa stała się jasna… spowodował kolizję w Niemczech i uszkodził samochód… jakby tego było mało, zrobił to przy nieważnej zielonej karcie. teraz w prezencie z matką mam do zapłacenia 1300 EURO w ciągu siedmiu dni oraz utratę wszystkich ulg w ubezpieczalni… ja mu łeb ukręcę jak go dorwę… lepiej dla niego niech już z tych Niemiec nie przyjeżdża…

ostatnio kilka razy znajomy do mnie dzwonił, czy nie chcę u niego dorobić parę groszy… zawsze tak się składało, iż potrzebował kogoś na nocną zmianę… no a ja nie mogłem… wreszcie zapytał czy znam kogoś kto szuka pracy… no i „sprzedałem” informację znajomemu… i jeden i drugi zadowolony… jeden ma pracę, a drugi „usuniętą” lukę na nocnej zmianie :) a co mi tam… zawsze miałem dobre serce… :)

mam fantastycznego dyrektora… jednemu ze swoich pracowników dał swój komputer, bo wymieniał na nowy, a ja z racji, że komputer mam dostałem drukarkę :) to tak na pokrzepienie, bo nas dwóch nie zdążyło żadnej umowy podpisać i by nam humor poprawić w prezencie rozdał co chciał i mógł… miły gest. mam teraz drukarkę HP DeskJet 600… kabel zasilający muszę tylko kupić bo nie mógł znaleźć… :) ale to nie kłopot :)

Kamfora…

Brak komentarzy

po kilkugodzinnej popijawie w ośrodku, dyrektor zaprowadził nas do dyskoteki… on miejscowy i nikt mu nie podskoczy więc było bezpiecznie. na „dzień dobry” uspokoił paru mięśniaków, że jesteśmy z nim i włos nie może nam spaść z głowy… nawet zrozumieli… dyro cały czas nas pilnował byśmy nie nabroili… ale oczywiście abstynent ulotnił się niepostrzeżenie z imprezki… :)

28 sierpnia zrobiliśmy sobie imprezę integracyjną… szkoda tylko, że nie przyjechały sekretarki. jedna miała rocznicę ślubu, a druga (ładniejsza) bała się jechać sama. wcale się jej nie dziwię biorąc pod uwagę zachowanie niektórych samców… ale nie było źle… niektórzy po kilku godzinach zapoznali miejscowe dziewczyny i wcale nie było nudno… :) „schlalim” się jak przysłowiowe świnie i poszliśmy spać do pokoi… :)

minął już cały miesiąc pracy a efektów nie ma. dokładnie to minęło 41 dni, a nie przyniosłem jeszcze im żadnej umowy. to znajomy, który dzięki mnie tam pracuje (choć on uważa, że to wyłącznie jego zasługa, lecz gdybym mu nie powiedział, by złożył papiery, to byłby dalej bezrobotnym) po tygodniu podpisał małą umowę z klientem… jedno dobre to to, że podpisał ją na mnie, by nie było problemu w Warszawie, że nic nie robię… :) ale jak narazie jest ciężko… najwyżej mnie zwolnią. już jestem na to przygotowany…


  • RSS