abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

kilka pierwszych dni pracy w SS mam już za sobą. co prawda wyszły one z wielkimi problemami, ale to już wina rządzących z siedziby… niby wszystko miało ruszyć jak najszybciej, a sami nie wykonali tego, co umożliwiłoby normalny start… i tak trochę kulawo to sie zaczęło… ale jak będzie okaże się w najbliższych tygodniach. za sukces można uznać, iż kilometrówkę mamy już liczoną od lipca… co zawsze się trochę zwróci za paliwo… :)

zamknęli mi ostatnio „kreskę” w moim pubie. oczywiście do czasu aż w widoczny sposób zacznę ją spłacać… a ponieważ jak narazie kasy brak oznacza to, że pozbawiono mnie ostatniej radości życia… gdzie ja się teraz piwa napiję? :) pewnie będę zmuszony poszukać sobie „sponsora” albo lepiej „sponsorki” :) no trudno. nadeszły ciężkie czasy dla abstynenta. chyba będę musiał przestać pić :)

okrzyczałem ostatnio psa, że mnie nie słucha… no i się obraził. jak go później głaskałem to warczał pod nosem. obraził się… na drugi dzień wszystko było ok. pomyślałem, że mu przeszło… ale kolejnego dnia znowu na mnie warczał jak go głaskałem, po tym jak dałem mu kość… skarciłem go, więc usiadł i podał łapę by przeprosić… cały czas warcząć jednak pod nosem… :) „skrzyczał” mnie tak jak ja go wcześniej skrzyczałem :)

stało się. mój związek z młodą się rozpadł. w dodatku w najgorszy z możliwych sposobów… wracaliśmy nocą do domu po spólnie spędzonym dniu. oboje troszeczkę za dużo wypiliśmy… no i zaczęła sie kłótnia. jak zawsze o pierdoły. skończyło się interwencją policji, gdyż zadzwoniła, bo bała się, że ją uderzę albo jeszcze coś. a przecież mogła się odwrócić i uciec. co prawda policjanci mnie puścili ale co spałowali to ich… finał tego jest taki, że jestem cały obolały i posiniaczony, straciłem okulary oraz komórkę… teraz muszę życie zacząć od nowa…

dzień po odebraniu umowy o pracę, dostarczyłem wypowiedzenie tej umowy. wiem, wiem. trochę to dziwne. jednak to nie moja wina i nie zrobiłem tego umyślnie. umowę odebrałem z miesięcznym opóźnieniem. i tego samego dnia po południu dostałem potwierdzenie oferty, którą złożyłem jeszcze w maju, iż zostanę zatrudniony we wspomnianym ostatnio „SS”… musiałem więc tak zrobić… teraz czekam na to, co będzie mnie czekać w nowej pracy…

będzie to nietypowa notka, gdyż opiszę w niej kilka wydarzeń, a nie jak dotychczas: jedna notka- jedno wydarzenie… zatem czytajcie, notujcie i komentujcie :)
1. zamknęli mi ostatnio drogę powrotną z pracy. zachciało sie im remontować obwodnicę wokól miasta… i teraz do pracy jadę starą trasą (ok. 15km) zaś wracać muszę naokoło (ok.25km) co przy moim ogromnym zużyciu paliwa nie jest czymś radosnym…
2. nie chciało mi się iść na nockę… poszedłem wcześniej do pubu i szkoda było opuszczać… pojechałem więc do pracy i nakłamałem, że potrzebuję wolne, bo mama jest w szpitalu. wróciłem i zacząłem dalej grać w lotki. jednak trzęsły mi się ręcę i zacząłem przegrywać… znajomi skwitowali to ironicznie: „gdyby moja mama była w szpitalu też bym tak kiepsko rzucał” :)
3. pożyczyłem na paliwo. 30zł… podjechałem na stację z automatami. wkładam „20-stkę”. przyjął… wkładam „10-chę” – wypluł… druga próba – to samo. z niewielką różnicą, gdyż wypluł również „20-stkę”… ale licznika nie wyzerował… „zaliczyłem” dwudziestkę i dziesiątkę jeszcze raz i w sumie zatankowałem za 50 złotych :)
4. odebrałem umowę… w końcu… bałem się, że dostanę ją od 14.06, kiedy to wróciłem po chrobowym… jest jednak od 01.06… czyli nie muszę się martwić, że za chorobowe nikt mi nie zapłaci :)
PS. żyję, mam się dobrze… ogromnie serdecznie pozdrawiam wszystkie duszyczki, które o mnie nie zapomniały… buziaki dla Was… :*


  • RSS