abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

Dedykacja…

1 komentarz

wczoraj odbył się w pubie pożegnalny koncercik… powodem jest powrót wokalisty do Norwegii… 10 m-cy urlopu to i tak za wiele. z tej to okazji można było zamawiać sobie specjalne dedykacje do ulubionych piosenek. niestety przed koncertem tego nie wiedziałem, a podczas to chyba już trochę za późno… w pewnym momencie słyszę w głośnikach: „dla człowieka, który zamienił się z szatyna w blond…” (to o mnie mowa :)) i moja ulubiona ostatnimi czasy „szanciarska piosenka”: „Dziki Włóczęga”… ależ mi niespodziankę zrobił… pamiętał o mnie… choć jeden ktoś… :)

praca, praca i jeszcze raz… 4 nocki mam już za sobą… zostały jeszcze dwie. o 2:00 mamy przerwę… na śniadanie czy kolację? bo jakoś trudno mi ten posiłek zakwalifikować… jadłem 4 bułeczki… z masełkiem i jakąś wędlinką w plasterkach, którą próbowano mnie niechcący otruć… nie był zdjęty flak w niektórych miejscach, a zauważyłem to dopiero przy trzeciej bułeczce… no i zaległo na żołądku… o 4:00 przyszła kulminacja… rzygałem dalej niż widziałem… :) dobrze, że nikt inny tego nie widział…

Zablokowany…

1 komentarz

od kilku dni mam zablokowaną komórkę na połączenia wychodzące… młoda oczywiście o tym wiedziała… jednak niezmiennie co dzień wysyła mi smsy z pretensjami czemu do niej nie odpisuję… i uważa, że przesiaduję z jakimiś „babami” i nie chcę odpisać… ile do kurwy nędzy mam jej tłumazyć…? jak nie ma mnie w domu to nie mam jak odpisać… a jak jestem poza domem to jestem od razu jakiś kurwiarz i takie tam…

Nocka…

4 komentarzy

no i stało się… wczorajszą nockę spędziłem w pracy. zastanawiam się cholera, co ja tam właściwie robię… no ale nie mogę zrezygnować… trzeba za coś żyć… nad ranem w domku… i do łóżka… i spanie do 16:00… potem jakieś śniadanie, może czas na jeden film i znów trzeba się szykować do pracy… i tak do końca tygodnia… a gdzie czas na życie?

we wtorek zadzwonili do mnie z ogłoszenia… pisałem coś o „stolarzu, operatorze wózków, etc.”… jasne. super. 20km od miasta i zaczynają pracę o 5:45… no ale trzeba się było zgodzić… praca na 3 zmiany… na ranną i nocną mam PKS ale na popołudniową to już nie ma czym wrócić… na rano wstaję o godzinie 3:20… ostatni powrotny mam 19:30 a popołudniówkę kończyć będę o 21:45… i co dalej? na piechotę…? poza tym praca wygląda jak w rosyjskim kołchozie na Syberii… i po to wydałem ponad 20tyś na studia, by pracować w kołchozie za 700zł? nic dodać, nic ująć…

pomimo długiej przerwy, jak również ostatniej notki na temat drugich urodzin bloga, to powiem, że nie zrezygnowałem… i mimo iż nie pisałem nic, to działo się wiele… po krótce… dzień po drugich urodzinach tego bloga, jego autor (czyli ja :P) obchodził swoje „26″ urodzinki… dziekuję, dziękuję :) oczywiście na życzenia nie było co liczyć… (nie mówię tu o Was, bo nie wszyscy wiedzą kiedy to jest, lecz o swoich „znajomych” z miasta)… ale co tam. zdążyłem się już przyzwyczaić…

Urodzinki…

8 komentarzy

zastanawiam się czy to powód do dumy? jednak właśnie dziś ten blog obchodzi DRUGIE URODZNKI. patrząc na innych, mogę stwierdzić, że to dużo. nie wszyscy wytrzymali. niektóre są dłużej niż moje, co również cieszy… a jakie były te dwa lata. różne. kolorowe i szare. myślę, że jednak nie powtórzę okresu, gdzie odwiedzało ten blog ponad 1000 osób miesięcznie, teraz – zaledwie ponad 200. nowy cel na nowy rok… dotrwać do „trzecich urodzinek”…

zadzwonił ostatnio prezes Stowarzyszenia Mrożonej Żywności i powiedział, że jest zainteresowany moją ofertą, ale muszę udać sie do Warszawy na rozmowę z członkami zarządzu. oprócz mnie była jeszcze jedna kandydatka… (inni okazali się gorsi) z firmy, która stowarzyszenie zakładała. oczywiście w tym momencie stało się jasne, że nie mam szans. ale co wydałem na podróż to już nikogo nie obchodzi…

dzisiejszego ranka, jak co dzień, starsza wyszła z pieskiem… biedactwo skaleczyło się. odciął sobie kawałek opuszka z przedniej lewej łapki… a to wszystko przez takie gnidy, którzy tłuką szkło na chodnikach i trawnikach. „Rudy” musiał nieźle przydepnąć skoro aż odcięło się kawałek mięsa… biedny teraz ledwo chodzić może… :(

zaczęły się gorączkowe poszukiwania pracy. mój wyjazd okazał się klapą i narobił straszliwych problemów… pieniędzy mojej matki nie starczy nawet na wszystkie raty za kredyty, nie mówiąc o mieszkaniu i o życiu… dziś wysłałem dwie oferty: konsulant ds. sprzedaży i stolarz/operator wózków widłowych/pracownik produkcji. może coś się uda. do tego idę jutro na spotkanie. stanowisko…: sekretarz stowarzyszenia mrożonej żywności… :) brzmi fajnie :) zobaczymy…


  • RSS