abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2003

no i stało się… przedwczesna radość zamieniła się najpierw w zdenerwowanie a nastepnie w szał… wszystko było dobrze mniej więcej do godziny 19:00… wtedy to spieprzyło się oprogramowanie mające za zadanie zainstalowanie wirtualnego napędu CD… nie pomogła ponowna instalacja, jak również montaż innego oprogramowania i do tego wszystkiego nawet instalacja systemu nie przyniosła skutku… spieprzyło się i koniec… i działać już nie będzie :(

Przesiadka…

3 komentarzy

przesiadłem się ostatnio na Windows’a XP… cholerstwo zajmuje sporo miejsca ale wygląda całkiem przyzwoicie… jak na razie nie zauważyłem większych błędów… praktycznie to nie zauważyłem żadnych błędów jak dotąd… jeszcze trzeba poinstalować kilka pierdół i wtedy się okaże… ale jak coś, to na razie jest dobrze… oby już tak pozostało :)

Wynik…

8 komentarzy

usiadłem… zadano mi jedno pytanie… potem drugie… głos mi drżał… ręcę trzęsły się jak alkoholikowi :) po paru minutach podziękowano mi i kazano opuścić na chwilę salę… wyszedłem i czekam… minuta, może dwie… zapraszamy…. „gratulujemy!!! jest pan inżynierem zarządzania i marketingu…” :) juppi :) no i po „ptokach”… teraz mam wakacje :)

PS. proszę wpisywać się z gratulacjami… miejsca starczy dla wszystkich :)

Obrona…

Brak komentarzy

okazało się, że mój promotor nie bywa na Zebraniach :( dzwonię do niego z zapytaniem gdzie jest i gdzie go szukać… okazało się, że jest… w Warszawie :( osłupiałem… poszedłem więc na przystanek… stoję i czekam na autobus… nagle telefon dzwoni… to mój promotor oznajmia mi bym wrócił na uczelnię bo Komisja już czeka a on na obronie i tak jest zbędny… lęcę jak na złamanie karku… wszedłem do sali…

w piątek nadszedł termin obrony… byłem na uczelni już o 10:30 choć obrona o 12:00… stoję, czekam… nie ma się do kogo odezwać… koło 11:00 zjawił się znajomy… i czas zaczął płynąć lepiej… czekam aż zakończy się Zebranie Rady Wydziału i aż wyjdzie mój promotor… niestety Rada się przeciągnęła do 12:30… a mojego promotora i tak na niej nie było… ręce mi opadły…

Zemsta…

7 komentarzy

no i skończyło się tragicznie… nie mógł zdzierżyć, że on mi nie pozwolił a ja i tak postawiłem na swoim, więc postanowił się zemścić… dyrektor dał mi upomnienie. to poszedł do logistyka z wnioskiem o ukaranie mnie naganą za zajmowanie się sprawami nie dotyczącymi pracy… no i dostałem… to już drugą w ciągu dwóch m-cy. wziąłem kopię, którą logistyk mi przygotował, zgniotłem na jego oczach i wrzuciłem mu ją do jego śmietnika… na jego zdziwioną minę odpowiedziałem…: „a co? mam je kolekcjonować?…” wyszedłem…

podczas rozmowy z kierownikiem… stwierdził: „z początku się nie dogadywalismy, ale ostatnio widzę, że się starasz…” :) hehehe jakby co to o mnie :) to mu sprostowałem…: „mylisz się… teraz to ja pierdolę i robię tylko to co muszę… bo jak wcześniej byłem ambitny i chciałem zrobić coś dodatkowo z własnej inicjatywy to rezultat był dla mnie tragiczny…” zdębiał… a potem wziąłem urlop…

wtorek rano… godzina 7:00. jestem w pracy. zabieram się do napisania wyciągu z indexu. ponieważ koło południa zawoże pracę na uczelnię… przynajmniej taki był plan. zjawia się kierownik… co on tu robi? przecież ma urlop. mówię mu, że potrzebuję by mnie zwolnił między 10-12 bo muszę na uczelnię… powiedział, że nie ma możliwości dopóki nie przyjdzie druga zmiana. będą o 12:00. wkurwiłem się… mówię do niego…: „w takim razie biorę urlop na żadanie”. nie mogł się nie zgodzić… pół godziny później dywanik u dyrektora. to był wynik przeciwstawienia się jemu. rezultat: 7:05 zajmowałem się prywatnymi rzeczami. dostałem upomnienie. no i poszedłem „fpizdu”…

Koniec…

2 komentarzy

nareszcie!!! praca została napisana… wydrukowałem. pieprzony logistyk nie pozwolił mi wydrukować pracy w pracy nawet za opłatą… q-tas! ale poradziłem sobie… teraz jadę pracę obłożyć… jutro zawieźć ją do dziekanatu i… nie zgadniecie! w piątek będę jej bronił :) jeszcze promotorowi mam podać dwa pytania jakie mi zada na obronie :P super!!!

Popijawa…

2 komentarzy

poszedłem wczoraj do pubu… dla odmiany oczywiście :P na jedno małe rzecz jasna :) już miałem wychodzić po czwartym, gdy zjawili się dawno niewidziani znajomi… posiedziałem jeszcze ze trzy kolejne i czas było wracać do domku… i nawet się nie upiłem… co prawda trzeźwy to też nie byłem, ale wężykiem nie szedłem… :) to nieekonomiczne :)


  • RSS