abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

zapytałem ostatnio kierownika, czy byłaby możliwość bym dostał tydzień urlopu w sierpniu… muszę przecież napisać tę pracę inżynierską… okazało się, że nie ma takiej możliwości… w nagrodę zobaczyłem grafik na najbliższy miesiąc… każdy inny pracownik nie ma więcej niż 7 dni dyżuru, ja natomiast mam ich aż 13… na 20 dni pracy, aż 13 spędzę pod telefonem… no i pewnie pracy nie dam rady napisać… :(

niebo płacze… roni łzy już od godziny 15-stej… jakby wyczuwało to, co stać się miało… chciało, czy nie, wyczuć, wyczuło… teraz koło godziny 24-tej znów płacze… roniąc olbrzymie łzy zmartwienia… a młoda płaczę wraz z nimi… ale to nie jest moja wina… winą jest to, iż stałem sie tym kim jestem… i młoda nie mogła tego przeboleć… bo z „abstynencji” nic nie wyszło… a reszta toczy się dalej…

opowiadanie, toczące się od 13-tu miesięcy zakończyło się nagle dnia dzisiejszego… zginął bohater tytuowy… gninęli już także praktycznie bohaterowie pozostali… pozostał tylko scenariusz, który niektórym utrwali się głęboko w pamięci… choć i tak większość zapomni, biegnąć przez życie i potykając się o własne „odcinki” drogi życia… powodzenia…

pokłuciłem się z mlodą… i chyba właśnie mnie rzuciła… mówi się trudno… pozostalo już tylko pić… były lepsze i gorsze chwile… ale dokonała wyboru… czy słusznego? możecie zapytać już tylko ją…

ochroniarka próbuje czytnikiem zczytać kod kreskowy z rurki PCV o śr. 4 cm… po kilku próbach mówi: „to mi nie chce wejść…” (bez skojarzeń proszę… wystarczy, że ja skojarzyłem i skończyło się obrażeniami :)) ja w tym momencie stwierdziłem: „się dziwisz? taka średnica…” :) no i się oburzyła… aż dziwne… ja tu w dobrej wierze… powinna się cieszyć, że nie wchodzi :) kiedyś to był powód do dumy, a teraz…? ach te czasy :)

wczoraj kolejny ciężki dzień w pracy… choć psychicznie jeden z lżejszych jakie do tej pory miałem… trzeba było poukładać na regały siatki ogrodzeniowe… ponieważ kolega nie posiada jeszcze uprawnień do prowadzenia wózków, musiałem zrobić to sam… nadźwigałem się bardzo… w sumie ustawiłem ok. trzech ton siatek… biorąc pod uwagę, że jedna rolka waży ok. 15-tu kg a niektóre nawet 40… tylko duchota najbardziej przeszkadzała… dwie siatki i wodospad z człowieka się robił… ale jestem zadowolony :)

wczorajszy dzień spędziłem w pracy… dokładnie od 6:00 do 21:00… to dlatego, że miałem ogrom pracy… a zaczęło się od polecenia kierownika bym zrobił porządek na magazynie… żeby to zrobić musiałem sporo towaru zawieść na sklep… ale na rozpakowanie niestarczyło już czasu… zatem rozpakować trzeba było rano, bo nie mogłem tak tego zostawić do godziny 13:00… ale się udało…

zakończyło się ogromną kłótnią… i wszystko przez to, że chciałem jedną, malutką rzecz… zaczęło się psuć w drodze do domu… a w domu… w domu popsuło się kompletnie… i stało się to już drugi raz… za każdym razem, gdy chcę jedną malutką rzecz, to potrafi tak popsuć wieczór, że nawet żyć się już nie chce…

nie było mnie bardzo długo… a to za sprawą opłat… zabrakło mi kasy i kumpel odłączył mi dostęp do netu… nie chciał kasy pożyczyć. odłączył i moją część abonamentu musiał zapłacić sam… stwierdził: „na piwo masz a na net nie… musi być sprawiedliwie dla wszystkich”. udało mi się jednak skądś kasę porzyczyć i oto jestem… mam nadzieję, że nikt nie tęsknił zbyt mocno… :)

wczoraj zgrzeszyłem… poszedłem na zebranie działu… znowu odbyło się w „Świnksie…” :) zamówiłem sobie shoarma’e z kurczaka z warzywami… dowiedziałem się kolejnej rzeczy… shoarma z serem jest zdecydowanie lepsza. mimo wszystko i tak się obżarłem… zapiłem do tego piwkiem… na tym zebranie się zakończyło…


  • RSS