abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2003

na śniadaniu mnie nie było… obudził mnie organizator na dalszą część szkolenia… trzeba było wstać… po kilku godzinach obiadek i powrót do Łodzi… znowu trochę zwiedzania i wreszcie wsiadka do pociągu… jechałem z jakąś babinką w przedziale, więc rozłożyłem się by się troszeczkę zdrzemnąć… dojechałem około 20:30 dnia wczorajszego… no i jestem znowu w domku :)

Noc

Brak komentarzy

graliśmy tak chyba ze trzy godziny… oczywiście przy naszym stoliku najweselej i najdłużej się grało… zamówiłem sobie nawet piwko… oczywiście nic nie płacąc, bo to na rachunek organizatora :) po „pobycie” w kasynie część osób zajęła parkiet a część stól bilardowy… i tak trwało aż do 3-ciej… przynajmniej w moim przypadku, bo zacząłem trochę koślawo chodzić :) wróciłem zatem do pokoju i poszedłem spać…

Kolacja…

1 komentarz

na stoliku wystawione potrawy, przygotowane kieliszki :) zaczęliśmy jeść… nagle kelnerka powiedziała, że najpierw będzie ciepły posiłek… uznaliśmy, że zjadamy zakąski… żeby się nie zmarnowały wypiliśmy po dwa kieliszki… i dalej do talerza… po kolacji przywitały nas hostessy udające krupierki i wciągnęły nas w wir hazardu :) usiadłem oczywiście przy „Blackjack’u” :)

przyjęchaliśmy do hotelu… zajęliśmy pokoje i udaliśmy się na szkolenie… o 14:00 obiad i podem dalej na szkolenie… trwało do około 19:00… na 20:00 zaplanowano uroczystą kolację z kilkoma atrakcjami w stylu lat dwudziestych. udaliśmy się do hotelowego „night club’u” gdzie wprowadził nas konfenasjer przebrany jak Al Capone… poczęstowano nas cygarem oraz małą buteleczką alkoholu :)

szedłem sobie ulicami centrum w strona wspomnianego dworca… chodziłem tak po mieście i pomyślałem, że chyba jednak wezmę taxówkę… już chciałem zatrzymywać, gdy nagle przez drzewa zobaczyłem napis na dachu budynku „Fabryczna”… byłem zatem na miejscu i czekałem na transport… spotkałem kilku pracowników z innych miast… zaczęłiśmy rozmawiać i o 11:00 wsiedliśmy do autokaru, który podstawił organizator szkolenia… :) tak ruszyliśmy do hotelu…

jestem już spowrotem… było extra… takiej odskoczni dawno mi brakowało… zacznę jednak od początku… w tamtą stronę jechałem ze znajomym z pracy, który też jechał do łodzi, gdyż przenosi się tam do pracy… nie było więc smutno… choć i tak większość drogi przespaliśmy w przedziale :) na miejsca dotarliśmy o 9:00… poszedł w swoją stronę a ja w swoją… na „Fabryczną” musiałem być na 11:00. postanowiłem się przejść piechotą i trochę pozwiedzać…

czy naprawdę ze mną jest aż tak źle?

szukam „Spokoju”… cofnąłem się w archiwum aż o 6 m-cy, ale jakoś nie udało mi się znaleźć… może gdzieś w tym „gąszczu” komentarzy przeoczyłem…? a tak swoją drogą, choc nie były to miłe słowa, były prawdziwe… już w październiku ktoś zauważył, że zacząłem się zmieniać… tak to jest, że człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki ktoś go w pysk nie „strzeli” dla oprzytomnienia :) chylę czoło przed „Spokojem”…

jeszcze 5 godzin i podróż do Łodzi rozpocznie się… ostatnie przygotowania… szczoteczka spakowana… skarpetki na zmianę :) komplet materiałów szkoleniowych… i nie będzie mnie aż do soboty… ale to akurat niewielka różnica… i tak nikt nie zauważy :) nie chce czasem ktoś ze mną się w podróż wybrać? no w każdym razie trzymajcie za mnie kciuki… pozdrowiam…

Woda

3 komentarzy

chciałem sobie przed chwilą zrobić ciepłą herbatę… wstawiłem czajnik na gaz… usiadłem przed telewizorem i… oczywiście zapomniałem… czajnik spalił się doszczętnie… gdybym wszedł do kuchni kilka minut później pewno zaczął by się już pożar, gdyż czajnik zdążył już stanąć w płomieniach… zdążyłem w ostatniej chwili… to już dziesiąty czajnik w mojej karierze…


  • RSS