abstynent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2002

jesli ufać młodej, że zrobiła to co zaplanowała, to ona zapewne już wie… jakim cudem? otóż miała iść dzisiaj do lekarza… jeśli poszła to wie… czy będzie dzidziuś, czy też go nie będzie… ja niestety dowiem się dopiero jutro… „być albo nie być… oto jest pytanie…” :) cholera, ale się boję… aż idę do sklepu po cole…

siedziałem dziś cały dzień w domu bez papierosów… wieczorem udało mi się wycyganić od starszej z paczki 3 papierosy… rozradowany tym faktem wróciłem do pokoju… starsza zamknęła się w pokoju i poszła spać… niestety dziś sobie jednak nie zapalę… jedyna zapalniczka znajduje się u starszej w pokoju… a mnie ktoś jak na złość zmarnował wszystkie zapałki z pudełka…

chciałem coś napisać… podzielić się czymś… jednak nic z tego… brutalna prawda… jakbym dostał młotkiem w łep… otumaniony, obolały… nie jestem w stanie już nic napisać… to jak dostać nożem pod żebra… jest takie miejsce, które trafione, powoduje, że nie zdążysz nawet krzyknąć… giniesz od razu… bez wypowiedzenia ostatniego słowa…

no i zaczęło się… zajęcia od 16:00… wytrzymałem do „dziesięć po”… i tyle mnie widzieli na zajęciach… resztę popołudnia i wieczoru spędziłem w pubie… spotkałem kilka sympatycznych osób, których nie widziałem od dłuższego czasu… miło sie porozmawiało… jak zwykle wypiło się kilka piwek… i czas był wracać do domu… dziś na zajęcia oczywiście również nie dotarłem…

Apetyt…

13 komentarzy

mam ogromny apetyt na coś… chodzi już za mną od kilku dni… ogromnie bym się napił… nie piwa, nie coli… choć coli to ja bym się zawsze napił… jednak mam ogromną ochotę na mleko… dwuprocentowe mleczko z woreczka… tak choćby cały litr… niestety nie ma… już od miesiąca praktycznie nie piłem mleka… będę się musiał zadowolić herbatą…

cały świat legł u mych stóp… nie dlatego, że bogiem miałbym być… lezy pode mną… podeptany, zniszczony… jak wymięta kartka z kalendarza… jakby oglądać obrazki z wojny… tylko ból i zniszczenie… to jak czarno-biały film, w którym nie chcąc gramy główną rolę… jakby stać z boku i widzieć własne życie… jak kroniki filmowe w kinie… nawet najnowsza technika nie jest w stanie nadać tym obrazom kolorów…

Przerwa…

7 komentarzy

nareszcie upragniona przerwa od pracy… w tym tygodniu to ostatni dzień w pracy… weekend mam teoretycznie wolny… ale tylko teoretycznie, gdyż zamiast do pracy będę musiał udać się na zajęcia… ale to zawsze jakaś odmiana… spotkam znów ciekawych ludzi… będzie można porozmawiać i trochę psychicznie odpocząć…

mój anioł stróż… czuję się bezpieczniej… bo wiem, że zawsze nade mną czuwa… jest jak cień, którego się nie można pozbyć… jak telefon zaufania… z tą, różnicą, że zamiast dzwonić, ów telefon sam dzwoni do ciebie i podaje dobre rady i za każdym razem ma dla ciebie dobre słowo… i wiesz, że jak podniesiesz słuchawkę to nie usłyszysz „nie ma takiego numeru”…

Zniknęło…

8 komentarzy

wchodzę sobie dzisiaj do swojej księgi… i co widzę… a raczej czego nie widzę… brakuję mi pierwszych 450-ciu wpisów… widać tylko ostatnią „setkę”… i ukazuje, że tylko tyle się wpisało… a co z resztą…? gdzie się podziała? kto mi ją zabrał…? :( przecież było tego bardzo dużo… no ale już interweniowałem u admina… teraz czekam na rezultaty :)

wychodzę zaraz do pubu na piwko… czy to wymaga dłuższego komentarza… :) Wasze zdrowie…


  • RSS